
Oboje obecnie odbywają szkolenie jako specjaliści ds. hotelarstwa i otrzymali od dyrektora generalnego ARCADEON Jörga Bachmanna specjalny urlop na czas olimpiady. W Domu Niemieckim należeli do zespołu 43 wolontariuszy, niemal wyłącznie studentów. „Byliśmy jedynymi w zespole z doświadczeniem gastronomicznym” – opowiadają – i tak dwoje stażystów tymczasowo awansowało na supervisorów, którzy nadzorowali brazylijską obsługę, pełnili funkcje hostess i dbali o porządek.
Atmosfera pracy była swobodna, porozumiewanie się na początku stanowiło wyzwanie. Rozmawiano „na migi”, a pierwsze zdanie nauczone po portugalsku brzmiało „Czy mówi pan po angielsku?”. Odpowiedź na to pytanie zazwyczaj brzmiała „no” – ale z pomocą smartfona i tłumacza online jakoś zawsze się udawało. Ze śmiechem opowiadają o swojej pierwszej wizycie w sklepie z telefonami, aby zaopatrzyć się w karty SIM do Brazylii. Sześciu brazylijskich pracowników, żaden nie mówił po niemiecku ani po angielsku, za to wszyscy byli całkowicie zrelaksowani i pomocni. „Naprawdę mieli luz”. I w końcu z kartami SIM wszystko się udało.
A jacy byli Brazylijczycy? „Bardzo przyjaźni!” Następuje wielka pochwała dla brazylijskich gospodarzy, relacje o swobodnej atmosferze w pracy, w połączeniu z entuzjastycznymi opowieściami o wspaniałej atmosferze w Rio i w Domu Niemieckim. Szczególnie zaimponowało tym dwojgu młodym ludziom, jak nieskomplikowani byli sportowcy, jak podchodzili do nich, dziękowali im za pracę i po prostu przyjmowali ich jako część olimpijskiej rodziny. Każdy do niej należał.
Tylko raz Dom Niemiecki przeszedł „na półmasztu”: po tragicznej śmierci w wypadku trenera slalomu kajakowego Stefana Henze. Żadnej muzyki, żadnego tańca, żadnego alkoholu – za to dużo ducha zespołu i solidarności.
Zapytani o najpiękniejsze przeżycia, Lomberg i Franzen muszą chwilę się zastanowić. Cały ten czas był po prostu wspaniały. Czymś wyjątkowym był dla nich występ pianisty Lang Langa, który spontanicznie zagrał pewnego wieczoru w Domu Niemieckim. Imponująca była atmosfera na stadionach olimpijskich, które oboje wielokrotnie odwiedzili: podczas hokeja, piłki ręcznej i półfinału tenisa stołowego. Piękna była też plaża Ipanema z wielkimi falami. Ale najlepszy był wypad na Głowę Cukru, wraz z wymarzonym zachodem słońca i caipirinhą na stacji pośredniej: „Dopiero stamtąd widać, jak ogromne jest to miasto!” I jak genialnie Rio de Janeiro wygląda nocą.
A potem opowiadają jeszcze o małej osobistej przygodzie: byli zakwaterowani w prywatnym mieszkaniu w Barra di Tijuca, tuż za rogiem od plaży. 21 sierpnia wieczorem odbyła się Staff Party, wieczór pożegnalny w Domu Niemieckim. Tej nocy była burza – a potem „w domu” nie było już prądu ani wody, przy temperaturach sięgających 32°C. Najpóźniej wtedy uświadomili sobie, jak bardzo różni się mentalność życiowa Niemców i Brazylijczyków. Wynajmujący podszedł do sprawy bardzo luźno i stwierdził
Czy zrobiliby to ponownie? „Zdecydowanie!” Oboje chcieliby ponownie być wolontariuszami w Domu Niemieckim podczas Tokio 2020. I: „Dałabym się też namówić na Koreę 2018” – mówi Viola Lomberg.




